Jon Hamm o serialu Mad Men

O produkcji "Mad Men", szalonych latach 60-tych, obyczajach i męskich manierach opowiada Jon Hamm, serialowy Don Draper.
Czy fani czasem mają do Ciebie pretensje o to jak Twoja postać traktuje swoją żonę?
Jon Hamm: Tak, zdarza się. Ale nie są oni na mnie wściekli, tylko jakby żartem mówią: „Nie wierzę, że to zrobiłeś”. Mężczyźni często mówią: „Jak udaje się Tobie uniknąć konsekwencji swojego postępowania”.
Charakter Dona ma cechy wojskowe, co wpływa na sposób w jaki załatwia interesy. Czy granie tego typu człowieka nie sprawia Tobie trudności?
Jon Hamm: No cóż, on ma taką pracę. Ma wysokie stanowisko i musi podejmować ważne decyzje i mówić innym co robić i jak to robić. Jednak sam też ma szefów, którzy mówią mu co robić, a on, choć niechętnie, to akceptuje. Ale nie zapominajmy, że będąc w pozycji dyrektora oraz osoby kreatywnej, często jego rola polega na tym, aby innych do czegoś przekonać. To jest coś w czym Don jest naprawdę niezły, wpada na jakiś pomysł i mówi Tobie dlaczego jest to najlepsza rzecz o jakiej kiedykolwiek słyszałaś.
Czy jako aktor czujesz się dobrze w tego typu rolach?
Jon Hamm: Rola ta bardzo mi odpowiada, ale muszę jej poświęcać wiele czasu. Jestem w większości scen, więc nikt inny nie bywa na planie częściej niż ja. Podobno inni czują się zainspirowani widząc mnie, jak się przygotowuję do roli. Zresztą na planie jest świetnie. Wszyscy dobrze się bawimy i przyjaźnimy się. Bardzo mi to odpowiada.
Jak myślisz, dlaczego wczesne lata 60-te nie są szczególnie znane w pop kulturze? I jakie wyzwania stają przed twórcami, gdy serial wchodzi w erę baby boomu, którą już całkiem nieźle znamy?
Jon Hamm: Masz całkowitą rację. Gdy myślimy o latach 60-tych to z reguły koncentrujemy się na późnych latach 60-tych i wczesnych 70-tych, z powodu wpływu jakie miały one na nas. A wczesne lata 60-te, era powojenna zostały zapomniane, i zwyczajnie się o nich nie mówi. Ale to głównie przez ikony tego okresu takie jak: The Beatles, The Rolling Stones, Woodstock, era Kennedych, później Wietnam. Dodatkowo to wszystko działo się równocześnie z rozwojem mediów i technologii. Zaczęliśmy oglądać obrazy z wojny czy zamieszek i były one realne, prawdziwe, dziejące się właśnie wtedy. Bo obraz ma wartość tysiąca słów. To samo jest dzisiaj – oprócz telewizji mamy Internet, blogi, Twittera – ciągle jesteśmy zasypywani informacjami. Ludzie szybko zapominają to co działo się 5 lat temu, bo przecież wciąż się coś dzieje. Tak właśnie było z wczesnymi latami 60-tymi. Wiele się wtedy działo, ale późniejszy okres to przyćmił. A jeśli chodzi o "Mad Men", to z pewnością jak tylko wejdziemy w ten okres, również będzie się wiele działo.
Trochę to smutne, że niektóre maniery nie są już tak popularne jak miało to miejsce w latach 60-tych. Chyba same kobiety są sobie temu winne gdy głośno sprzeciwiają się mężczyznom otwierającym dla nich drzwi. Co Ty o tym myślisz i czy u Ciebie w domu te maniery przetrwały?
Jon Hamm: Urodziłem się w St. Louis, w stanie Missouri i wychowano mnie w poczuciu uprzejmości i pewnego rodzaju delikatności typowej dla środkowowschodniej części Stanów. Ale gdy patrzę na współczesną kulturę i to jak kobiety są traktowane, wydaje mi się, że pod wieloma względami kiedyś odnoszono się do nich z większym szacunkiem. Jakby nie było, mimo że podejście do nich było bardziej przedmiotowe, to w umysłach mężczyzn były one matkami, żonami i córkami, które zasługiwały na szczególne traktowanie. Niestety dzisiaj ten właśnie aspekt nie jest już zauważany.
Czy strój, moda Twojej postaci wpływa na Twój własny gust?
Jon Hamm: Cóż, nie noszę na co dzień garniturów, ale styl Dona mi odpowiada. Uważam, że pewne tradycje dotyczące stroju powinny być zachowane. Na przykład nie wyobrażam sobie, abym wybrał się na ślub w dżinsach i klapkach. Za to moje nowe garnitury są bardziej dopasowane. Bardziej podobają mi się w takim właśnie stylu.
Czy nauczyłeś się czegoś o historii Stanów Zjednoczonych dzięki serialowi?
Jon Hamm: Raczej nie byłbym wstanie nauczyć się niczego nowego, po tym jak wiele słyszałem o tych czasach od moich rodziców, dziadków i innych członków rodziny, którzy wtedy żyli. Byłem blisko z moim ojcem, różnymi ciotkami i wujami, którzy byli swego rodzaju wersjami Dona Drapera, Betty Draper czy Rogera Sterlinga. Pod tym względem jestem podobny do Dona, bo lubię rozmawiać z ludźmi, słuchać ich oraz ich historii, przeglądać stare zdjęcia. Wydaje mi się, że takie poznawanie historii jest dużo bardziej interesujące. Posłużę się tutaj słowami Matta i powiem, że serial ten nie ma przedstawiać świata znanego nam z filmów pochodzących z lat 60-tych, ale ma opowiadać o żyjących wtedy ludziach i o tym jak faktycznie wtedy było. W pewnym sensie można powiedzieć, że jest to serial o ludziach, którzy wtedy oglądali te filmy, produkcje hollywoodzkie, które były perfekcyjnie opakowane i sprzedane. Dla mnie ta nasza, nie koloryzowana i bardziej autentyczna wersja jest znacznie bardziej interesująca.
Co było najbardziej zaskakującą dla Ciebie rzeczą w twej roli?
Jon Hamm: Hmm, chyba rzeczą, która sprawiła mi największą satysfakcję to możliwość bycia trzema zupełnie innymi ludźmi. Don ma zupełnie inną osobowość gdy jest w domu, inną w pracy i jeszcze inną, gdy po prostu jest sobą. Bardzo interesujące, a zarazem intrygujące było odkrywanie tego.
Gdy grasz Dona, o czym zawsze pamiętasz?
Jon Hamm: O moich kwestiach. (śmiech) Chyba najbardziej o tym, że jestem liderem, że muszę innym dawać przykład, a jednocześnie młodym chłopakom nigdy nie odpuszczać. Gdy kręcimy sceny w moim biurze, jest szczególnie wesoło, gdyż nigdy nie wiedzą czy za chwilę zostaną pochwaleni, czy będą musieli wysłuchać moich wrzasków. O tym chyba staram się pamiętać przede wszystkim. Staram się być pewny siebie, gotowy na to, co się zaraz wydarzy. Oczywiście Don ma nieco inne podejście do dzieci czy do Betty, ale w biurze musi stwarzać wrażenie, że trzyma wszystko pod kontrolą. Dlatego gdy czuje, że coś mu się wymyka spod kontroli widać, że sobie z tym nie radzi.








