Zaklinacz dusz i Jennifer Love Hewitt

Wywiad z Jennifer Love Hewitt, aktorką odgrywającą główną rolę w serialu „Zaklinacz dusz” przeprowadzony w Monte Carlo.
PYTANIE: Czy wierzysz w zjawiska nadprzyrodzone?
JENNIFER LOVE HEWITT: Praca przy tym filmie jest trudna, bo z jednej strony trzeba w nie wierzyć, a z drugiej tej wiary brakuje. W swoim życiu nie miałam żadnych nadprzyrodzonych doświadczeń, ale z pewnością wierzę w taką koncepcję.
PYTANIE: Jak reagują ludzie, którzy mają w tej kwestii pewne odczucia?
JENNIFER LOVE HEWITT: Często jestem zapraszana na pogrzeby. Uprzejmie dziękuję i odmawiam. Było też wiele osób, które chciały, abym skontaktowała się z ich bliskimi zmarłymi. Ludzie naprawdę wierzą, że mam ten dar, co z jednej strony jest fantastyczne, oznacza bowiem, że jako ekipa dobrze wywiązujemy się ze swojego zadania. Z drugiej jednak strony, łamie mi to serce. Z tego powodu zaczęłam nosić przy sobie i rozdawać numery do moich znajomych, którzy są medium.
PYTANIE: Czy naprawdę coś, kiedyś Cię przeraziło?
JENNIFER LOVE HEWITT: Było kilka wydarzeń podczas kręcenia filmu, takich jak żarówka eksplodująca nad głową aktora… mimo że nie była podłączona do prądu! Odkąd gram w tym filmie, także w domu zdarzyło mi się kilka dziwnych rzeczy.
PYTANIE: Czy fakt, że masz klaustrofobię, stwarza dodatkowe problemy na planie zdjęciowym?
JENNIFER LOVE HEWITT: Owszem, ponieważ zawsze gram w małych pomieszczeniach. W takiej sytuacji dostaję ataku paniki, moje serce zaczyna bardzo szybko bić i boję się, że nie uda mi się wydostać. To przerażające. Nie jestem w stanie jeździć zatłoczonymi windami, bo nie radzę sobie z tym uczuciem.
PYTANIE: Jak to jest pracować nad filmem, na planie którego spotkałaś mężczyznę swoich marzeń?
JENNIFER LOVE HEWITT: To fantastyczne! Naprawdę wspaniałe. Granie w tym filmie przyniosło w moim życiu wiele wspaniałych rzeczy. Zazwyczaj związek pomiędzy dwoma aktorami to jak połączenie wody z ogniem, ale tym razem wszystko działa jak należy. Obydwoje nie jesteśmy typowymi aktorami i to być może pomaga. Granie to coś, co kocham, jednak jest to dla mnie przede wszystkim praca. Po skończeniu zdjęć nie mam ochoty rozmawiać o Hollywood, czy tym podobnych sprawach. Lubię po prostu pójść do domu i coś ugotować. A moje ulubione danie? Przyrządzam bardzo dobre krewetki i risotto.
PYTANIE: Podobno lubisz grać w piłkę nożną?
JENNIFER LOVE HEWITT: Tak, polubiłam piłkę nożną, gdy kręciliśmy film w Meksyku. To była jedyna rzecz, jaką pokazywali w telewizji, więc pomyślałam, że lepiej będzie polubić ten sport. Potem z kilkoma znajomymi z Wielkiej Brytanii wyskoczyliśmy na boisko i naprawdę polubiłam grać w piłkę.
PYTANIE: Grasz już od dość dawna. Czy miało to wpływ na Twój aktorski warsztat?
JENNIFER LOVE HEWITT: W stu procentach! Bardzo polecam. Czasem młodym aktorom jest bardzo trudno, by myślą, że cała ich kariera rozpocznie się w ciągu pierwszego tygodnia. Natomiast ja uważam, że całe moje doświadczenie z Hollywood to było jak praca w biurowcu, w której musiałam powoli wchodzić na kolejne szczeble kariery. Wiele się przy tym nauczyłam i wszystko to pozwoliło mi odpowiednio przygotować się do sukcesu, jakim okazał się ten film.
PYTANIE: Długo zajęło ludziom zobaczenie Ciebie poza Twoimi kobiecymi kształtami?
JENNIFER LOVE HEWITT: Ależ to jest dobre! Nie jestem w stanie zliczyć wywiadów, które dałam, rozmawiając jedynie o piersiach, pupie i krągłościach… Często w wywiadzie poruszaliśmy bardzo wiele aspektów, które były potem pomijane, bo wydawca wcale nie był tym zainteresowany. Myślę, że dopiero od pięciu lat ludzie naprawdę zaczęli przejmować się tym, co mam do powiedzenia. Choć około półtora roku temu doszło do niefortunnego wypadku ze zdjęciami, po których mnie krytykowano, to jednak i to było pomocne, bo ludzie w końcu zapomnieli o wszystkim. Myślę, że ten film dużo tutaj pomógł. Na samym początku kręcenia byłam w tym dziwnym okresie życia kobiety, w którym ona nie do końca wie, co ze sobą zrobić – jest wciąż za młoda, aby grać zamężne kobiety. Ale w filmie miałam męża, dzięki czemu ten okres przejściowy okazał się dla mnie łatwy.
PYTANIE: Jak świętowałaś swoje trzydzieste urodziny?
JENNIFER LOVE HEWITT: Zrobiłam przyjęcie w stylu „Śniadanie u Tiffany'ego"! Wszystko zorganizowała moja mama i w dniu urodzin zjadłam śniadanie u Tiffany’ego, jednocześnie przymierzając te wszystkie diamenty. Ubrana byłam w stylu z tego filmu, a potem poszłam na lunch z koleżankami i przez cały dzień nosiłyśmy tiary na głowach. Potem miałam imprezę w stylu „Śniadania u Tiffany’ego”, a film wyświetlałyśmy na ścianie. Wszystko było zaaranżowane w kolorach białym i niebieskim, jak u Tiffany’ego. Wszyscy faceci musieli przyjść przebrani za George’a Pepparda, a wszystkie kobiety musiały założyć swoje najlepsze ciuchy w stylu Audrey Hepburn – to było niesamowite!
PYTANIE: Czy mając za sobą trzydziestkę czujesz się w jakiś sposób inna?
JENNIFER LOVE HEWITT: Dobrze już nie mieć dwudziestki. Bycie dwudziestolatką jest trudne! Gdy kończysz 21 lat, to wydaje ci się, że to już to, ale tak naprawdę droga jest jeszcze daleka! Tyle pytań pozostaje jeszcze bez odpowiedzi. Gdy dobiegasz trzydziestki, masz wrażenie, że to kim teraz jesteś, jest w końcu OK. Może czas pomiędzy 30 a 35 rokiem życia to nie pora na dalsze zadawanie pytań, ale na stawanie się prawdziwą sobą. Nie kładę już takiego nacisku na zastanawianie się, jaka jestem.
PYTANIE: Czy tak młody wygląd był z początku wadą?
JENNIFER LOVE HEWITT: To było bardzo trudne. Wciąż traciłam role na rzecz dziewczyn, które grały osoby o sześć lat od siebie starsze, ponieważ wyglądały doroślej. Ale teraz nadchodzą dla mnie dobre czasy.
PYTANIE: Jakie rzeczy najbardziej lubisz robić, gdy jesteś z dala od swojej pracy?
JENNIFER LOVE HEWITT: Uwielbiam dekorować i robić zakupy w sklepach z antykami. Spotykamy się też z moją rodziną i gramy w różne gry, np. szarady, i mamy niezły ubaw. Lubię też organizować imprezy. Raz zrobiłam imprezę w trampkach i wszyscy musieli przyjść w trampkach. Był też DJ i jedzenie.
PYTANIE: Jaka jest Twoja wymarzona rola?
JENNIFER LOVE HEWITT: Bardzo chciałabym zagrać w czymś podobnym do filmu "Duma i uprzedzenie". A także w filmie akcji. Fajnie byłoby zagrać super bohaterkę, taką jak Wonder Woman. Albo wystąpić w filmie akcji takim jak "Tomb Raider". Ćwiczę na siłowni, a tu w Monte Carle biegam godzinę dziennie.
PYTANIE: Czy masz własnego anioła stróża?
JENNIFER LOVE HEWITT: Tak, to moja babcia. Zawsze byłyśmy sobie bliskie i cieszyłyśmy się bliską więzią odkąd byłam małą dziewczynką. To ona jest tą osobą, z którą spędziłam większość dzieciństwa, wracając z zajęć po szkole. Ostatnio jednak choruje i zdałam sobie sprawę, jak ważna jest w moim życiu i jak bardzo mnie chroni. To bardzo przyjemne.
PYTANIE: Czy w przyszłości planujesz granie także w innych horrorach?
JENNIFER LOVE HEWITT: Podoba mi się kręcenie horrorów. Grałam w dwóch, gdy byłam młodsza, i bardzo mi się podobało. Mam nadzieję, że jeszcze będę miała okazję zagrać w horrorach. Być może w przyszłym roku wyreżyseruję taki film.
PYTANIE: Reżyserowałaś już jeden z odcinków "Zaklinacza dusz". Jak się w tym odnalazłaś?
JENNIFER LOVE HEWITT: To było fantastyczne przeżycie. Już od dawna chciałam to zrobić. Najpierw jednak chciałam dobrze poznać i wczuć się w rolę Melindy. Poszło doskonale i wszystkim się podobało.
PYTANIE: Mówi się, że jesteś bardzo dobra w naprawianiu elektroniki. Czy to znaczy, że jesteś mężczyzną w związkach?
JENNIFER LOVE HEWITT: [Śmiech] Nie, nie, to Jamie zdecydowanie spełnia męską rolę. Ale naprawiłam mu radio w samochodzie. Już w dwóch samochodach była awaria szyberdachu i to mi udało się go włączyć.
PYTANIE: Relacja mąż-żona w filmie wydaje się być doskonała.
JENNIFER LOVE HEWITT: Muszę się przyznać, że od samego początku jednym z moich ulubionych aspektów roli w tym serialu jest właśnie relacja Jima i Melindy. Razem z Davidem często żartowaliśmy sobie na ten temat w pierwszym sezonie. Mówiliśmy do siebie: "No to wiesz, że masz już przechlapane, tak?". Ponieważ jesteśmy świadomi, że nigdy [w prawdziwym życiu] nie uda nam się stworzyć tak idealnego związku, jak ten pomiędzy Jimem i Melindą. Jest też dużo scen, które odrzucamy, ponieważ są zbyt ładne, słodkie i pogodne, a bliższe rzeczywistości są przecież wzloty i upadki. Jest to jednak piękny związek – sceny są dobrze komponowane i myślę, że taka relacja jest w życiu możliwa.
PYTANIE: Jamie powiedział, że przyglądał Ci się odkąd skończyłaś 16 lat… Czy to jeden z powodów, dla których właśnie jego wybrałaś do tego filmu?
JENNIFER LOVE HEWITT: Nie, nie wybrałam go umyślnie. Bardzo ucieszyłam się na wieść, że będzie z nami, bo uważam go za bardzo utalentowanego aktora i jestem jego fanką. I żeby uniknąć dwuznacznych informacji, to miałam 18 lat, gdy się po raz pierwszy spotkaliśmy. To było, gdy grałam w filmie "Koszmar minionego lata", więc w tym kontekście Jamie nie powinien wydawać się taki niepoprawny. Spotkaliśmy się wtedy i wydał mi się bardzo przystojny, ale nasze drogi rozeszły się, aż do spotkania na planie "Zaklinacza dusz".
PYTANIE: Czy jesteś zaręczona?
JENNIFER LOVE HEWITT: Nie. Kupowałam pierścionek dla mojej matki, a media przekręciły to w coś zupełnie innego.
PYTANIE: Czy korzystałaś kiedykolwiek z pomocy medium, aby nawiązać z kimś kontakt?
JENNIFER LOVE HEWITT: Nie, nie byłam u medium w celu nawiązania kontaktów. Spotykam jednak wiele takich osób, aby lepiej przygotować się do zagrania Melindy. Prosiłam takie osoby o przepowiednie po to, żeby zobaczyć, jak to jest, a one potrafiły skontaktować się z kimś bliskim. To bardzo poruszające doświadczenie, które zaskakuje. To było piękne. Kim była ta osoba? To była ta osoba, której się spodziewałam, ale raczej nie chcę o tym mówić.
PYTANIE: Grałaś już Audrey Hepburn w produkcji dla telewizji, ale to Anna Friel będzie Holly Golightly w scenicznej wersji „Śniadania u Tiffany’ego”…
JENNIFER LOVE HEWITT: [Udaje zrozpaczoną] Daj mi chwilkę. Ależ dlaczego to do mnie nie zadzwonili? Bez żartów, tak na prawdę myślę, że zagra tę rolę wspaniale.
PYTANIE: Czy byłaś zaskoczona, gdy udało ci się dostać rolę Audrey?
JENNIFER LOVE HEWITT: Byłam w siódmym niebie. Kiedy zaoferowali mi rolę, myślałam, że zagram jedynie Audrey, jako osiemnastolatkę. Nie wiedziałam, że chodzi o całą rolę, bo wtedy pewno bym się dłużej zastanawiała i bardziej denerwowała. Ale tak, to pomyślałam: "OK, dobra, zagram to". Myślałam, że to kwestia zaledwie kilku tygodni i nic trudnego. Wtedy powiedzieli mi: "Ależ nie, zagrasz ją od samego początku aż do końca". Bardzo się cieszyłam, ale prasa zaczęła o tym mówić w stylu: "Ona nie jest wystarczająco ładna, ona nie umie grać, dlaczego to ona dostała tę rolę? Wszyscy będą się z niej śmiali, to duży błąd." To wtedy zaczęłam się naprawdę denerwować. Nawet myślałam o zrezygnowaniu. Siedziałam w swoim pokoju w domu mamy, w którym wtedy wciąż mieszkałam. Mama przyszła do mnie i zapytała: "Co ci jest? Wydajesz się taka smutna?" Odpowiedziałam jej: "Nie dam rady tego zrobić, muszę zrezygnować". Zapytała dlaczego, a ja jej powiedziałam: "Nie jestem wystarczająco ładna, nie wierzę, że mam do tego talent, boję się, że ludzie zaczną opowiadać o mnie nieprzyjemne rzeczy." Mama zeszła na dół do pokoju, gdzie mieliśmy książki opisujące Audrey. Przyniosła mi jedną z nich, mówiąc: "Skup się na tej jednej stronie, rano podejmij decyzję, a my pomożemy ci tak, jak będziesz tego potrzebowała – także jeśli zdecydujesz się odejść". Zaczęłam więc czytać tę stronę, którą wybrała dla nie mama. Było tam napisane, że Audrey Hepburn bała się najbardziej o trzy rzeczy: że nie była wystarczająco ładna, że nie miała wystarczającego talentu i bała się, że ludzie będą o niej mówili nieprzyjemne rzeczy. Zamurowało mnie. Pomyślałam, że pewno nie będę dokładnie taka, jak Audrey Hepburn, ale przynajmniej wiem, co ona czuła, więc może jednak potrafię zrobić dla tego filmu coś wyjątkowego. Więc zagrałam, a wszystkim się bardzo podobało i sprawiło mi to dużą przyjemność.
PYTANIE: Niektórzy krytycy byli bardzo nieprzychylni. Czy czujesz, że jesteś dziś lepszą aktorką?
JENNIFER LOVE HEWITT: Nie jestem przekonana, czy w branży rozrywkowej można kiedykolwiek w pełni zadowolić wszystkich, ale dziś jestem z pewnością w najszczęśliwszym okresie mojego życia – mam miłość, przyjaźń, pracę zawodową, jestem spełniona jako artystka, więc w tym sensie jestem z siebie zadowolona. Uczę się, że to jedyne, co tak naprawdę się liczy, a reszta to plotki i obgadywanie innych z braku zajęcia.
PYTANIE: Gdybyś mogła stworzyć własne show telewizyjne, to co by to było?
JENNIFER LOVE HEWITT: Coś w stylu serialu "Alias" [amerykański serial akcji, w którym główna bohaterka prowadzi śledztwa, ukrywając swoją pracę przed bliskimi]. Fajnie byłoby skopać komuś tyłek. Myślę, że Jamie powinien wrócić i nakręcić jeszcze jedną serię serialu "The Jamie Kennedy Experiment". Tylu ludzi w tylu miejscach już mu to mówiło, że powinien wrócić do tego filmu, więc pewno na początek pomogłabym jemu, a dopiero potem poszła skopywać tyłki.
PYTANIE: Czy to prawda, że gdy Jamie jest w trasie, jako komik, Ty sprzedajesz jego firmowe podkoszulki podczas show?
JENNIFER LOVE HEWITT: Tak, to prawda. To moja praca na sezon letni i cieszę się z tego. Wcześniej nie wiedziałam, czym jest życie komika, ale Jamie był na tyle miły, że pozwolił mi uczestniczyć w jego wszystkich przedstawieniach tego lata.
PYTANIE: Czy oczekujesz oświadczyn?
JENNIFER LOVE HEWITT: Już krążą historie na ten temat, ale to wszystko bezpodstawne. Byłam raz zaręczona i teraz wydaje się wszystkim, że nie mam innej opcji, jak tylko zaręczyć się znowu. Tak jakbym musiała mieć zaraz dziecko albo męża, lecz nie mogła być po prostu szczęśliwa, mieć wspaniałego chłopaka i dużo podróżować po świecie. To jakby za mało fajne dla ludzi. Dla nich powinnam być stale gotowa do ołtarza. Powiedziałam kiedyś pewnemu dziennikarzowi: "Bardzo dobrze czuję się, tak jak jest teraz, Jamie to wspaniały facet, a ja mam dużo do zaoferowania. Chodzimy ze sobą od kilku miesięcy i jeśli za rok, czyli w sumie po półtora roku znajomości, Jamie nie będzie jeszcze o tym myślał, to wtedy powiem mu tak - chłopie, idziemy na obiad, bo musimy usiąść i porządnie porozmawiać." Ale tak naprawdę nie wyznaczyłam mu żadnych ram czasowych. W życiu zdarzy się, to co się zdarzy. Najlepiej, gdy nic nie dzieje się z przymusu.
PYTANIE: Jacy specjaliści pomagają Ci na planie tego filmu?
JENNIFER LOVE HEWITT: Mamy na stałe zatrudnione dwie osoby-medium: kobietę o imieniu Mary, która w swoim życiu robi dokładnie to, co Melinda w filmie. Razem z Mary jesteśmy na takiej wspólnej wyprawie pogromców duchów, podczas której ona z nimi rozmawia i przeprowadza na stronę światła. Mamy też Jamesa, który w zasadzie był przyczyną powstania całego serialu. James rozmawia z ludźmi po drugiej stronie, którzy szukają kontaktu ze swoimi bliskimi osobami tutaj.
PYTANIE: Jeśli będziesz miała dzieci, to czy będziesz je zachęcać do aktorstwa?
JENNIFER LOVE HEWITT: Tak, myślę, że pozwoliłabym im zostać aktorami. Nie wydaje mi się, aby stała mi się jakaś poważna krzywda psychiczna z tego powodu, że zaczęłam grać dość wcześnie.
PYTANIE: Czy naprawdę myślisz o sobie, że nie jesteś wystarczająco ładna?
JENNIFER LOVE HEWITT: Myślę, że praca w branży rozrywkowej, w której roi się od najpiękniejszych ludzi na świecie, powoduje, że nikt tak naprawdę nie czuje się przez cały czas na tyle pewnie, aby móc powiedzieć: „Tak, jestem lepszy”. Mam na myśli to, że gdy widzisz swoje zdjęcie w prasie obok zdjęcia Angeliny Jolie, Halle Berry i Giselle, to wydaje ci się, że jesteś najwyżej ich brzydką siostrzyczką. Trudno jest być pewną siebie przez cały czas, ale idzie mi to coraz lepiej. Uczę się poczucia własnej wartości i pewności siebie.
PYTANIE: Czy miałaś problemy z wagą?
JENNIFER LOVE HEWITT: Tak wiele osób o to pyta, a mnie to śmieszy, bo nigdy nie miałam żadnych problemów z wagą. Jestem normalnym człowiekiem. Raz byłam na plaży. To był wspaniały dzień w moim życiu, właśnie zjadłam coś przepysznego i robiłam jakiś głupi taniec w oceanie. Ktoś zrobił zdjęcie i napisał, że mam problemy z wagą, mimo że czułam się wtedy doskonale sama ze sobą. Poczułam się jednak bardzo źle, gdy zobaczyłam te zdjęcia, bo były straszne. Ten fotograf był bardzo niesprawiedliwy. Zawsze byłam zadowolona [ze swojego ciała]. Czasem jestem chudsza, czasem o kilka kilo cięższa. Wszystkie kobiety mają taki punkt, wokół którego oscyluje ich waga. Pozostawanie w wieku 30 lat w dobrej formie i posiadanie dobrego samopoczucia odnośnie własnego wyglądu – to w mojej opinii jest osiągnięcie.
PYTANIE: Gdybyś mogła wybrać, jakiś talent lub moc, co by to było?
JENNIFER LOVE HEWITT: Gdybym mogła wybrać dowolną zdolność, to chciałabym wiedzieć, co Jamie myśli przez większość dnia - to by było bardzo fascynujące.
PYTANIE: Czy decyzja o związku była przemyślana i świadoma?
JENNIFER LOVE HEWITT: Nie, to nie był świadomy wybór, po prostu tak się stało. Fajne jest to, że naprawdę lubię rozmawiać o Jamie'm, ponieważ jestem jego fanką. Niezależnie od bycia jego dziewczyną uważam, że jest świetnym człowiekiem. Chodzi mi o jego kontakt z ludźmi, o to, jaką jest osobą, jak traktuje innych, jego talent… To przyjemność móc rozmawiać o kimś, kogo się szczerze podziwia. Ale nie mieliśmy zbytniego wyboru, bo zostaliśmy zaszczuci od razu, jak tylko wszyscy się dowiedzieli [że jesteśmy razem]. Nigdy w zasadzie nie chciałam mówić, że "nic między nami nie ma", jeśli były już nasze wspólne zdjęcia z restauracji. To nie była zatem świadoma decyzja, ale też czujemy się z tym dobrze.
PYTANIE: Czy cała ta uwaga mediów i paparazzi jest dla Ciebie wadą bycia sławną?
JENNIFER LOVE HEWITT: Naprawdę trzeba się mocno przyzwyczaić do myśli, że gdyby nie to wszystko, co się dzieje wokół nas, to wiele aktorów martwiłoby się po domach: "Czyż nie jestem za mało popularny? Dlaczego nikt o mnie nie mówi? Jak sobie radzą moje filmy? Czy wszystko jest w porządku?" I dzwoniliby do swoich agentów non-stop. Paparazzi wykonują robotę za agentów, którzy dzięki nim mogą wydzwaniać o milion razy mniej. Wystarczy otworzyć magazyn i już wiesz, czy coś poszło dobrze, czy źle. To napędza tę machinę. To prawda, że nie jest fajnie, gdy ktoś czyha pod twoim domem. W tym miejscu należy wytoczyć granicę. Nie powinni zachowywać się niemiło, nie powinni przewracać mnie, ani powodować stłuczek. Dużo dziwnych rzeczy już mi się przytrafiło. Myślę jednak, że nie należy mówić tak o wszystkich paparazzi, ponieważ raz zdarzyło mi się mieć pusty bak i jedyną osobą, która pomogła mi holować samochód, był właśnie paparazzi. Zostawił swój aparat w samochodzie i zachowywał się tak, jakby w tym momencie był tylko zwykłym facetem, a ja zwykłą dziewczyną o imieniu Jennifer, której skończyła się benzyna i potrzebowała pomocy. Byłam zaskoczona, że okazał się być takim porządnym człowiekiem. Inni z kolei pomagali mi wstawać, gdy źli paparazzi mnie przewracali. Porządni paparazzi podchodzili do mnie, pytając, czy nic mi się nie stało. Często pomagali nam wydostawać się z trudnych miejsc. Naprawdę są porządni faceci, którzy po prostu robią zdjęcia tylko po to, aby nakarmić tę machinę w tej branży. To tak samo, jak ze wszystkim innym - są i bardzo źli ludzie, którzy zasłużyli na taką reputację, ale nie wszyscy są tacy. Niektórzy tylko wykonują swoją pracę i należy im się szacunek. To prawda, że są tacy, o których myśli się, że należałoby zostawić ich gdzieś poza tą planetą, ale tych jest niewielu. Szczerze, to nie wszyscy paparazzi są tacy straszni.
PYTANIE: A znajomi i byli chłopcy, którzy sprzedają o Tobie historyjki?
JENNIFER LOVE HEWITT: Nie jesteśmy w stanie ich rozpoznać. Media piszą na przykład: "Przyjaciel powiedział, że się zaręczyli", ale ja naprawdę nie wiem, kto to mógłby być. Co do byłych partnerów, to ich sprawa, do jakiej reputacji sami aspirują.
Społeczność












